Nadzór Ruchu Warszawa – serwis informacyjny – Zbyszek w autobusie, czyli szara rzeczywistość
samochod interwencyjny mza
nadzór ruchu warszawa

Nadzór Ruchu Warszawa – serwis informacyjny

nadzor ruchu nadzór ruchu warszawa nadzor ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa

Zbyszek w autobusie, czyli szara rzeczywistość

Utworzone Listopad 21st, 2014 przez Nadzor Ruchu Warszawa

 

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Mało tego, ona dzieje się codziennie, zmieniają się tylko miejsca i bohaterowie.

 

Jest środowe popołudnie. Pan Adam Z. (l. 49) wraca do domu swoim samochodem. Skończył pracę o 17, podobnie jak tysiące innych pracowników mokotowskiego zagłębia biurowego. Wraz z nimi stoi zresztą w korku, powoli przesuwając się w stronę domu na Powiślu. Tam czeka na niego żona, Weronika Z. (l. 47).

 

Jest ciemno, zbiera się na deszcz, może nawet deszcz ze śniegiem. Kiedy wreszcie pan Adam skręca w ulicę Dolną i zaczyna pomału toczyć się w dół zauważa, że jazda trwa dziś wyjątkowo długo. Dolna – owszem – często jest zakorkowana, ale dziś każdy przejechany metr jest sukcesem. Po kilkunastu minutach, w szybach bloków pan Adam widzi odbicia niebieskich świateł! A więc jednak, coś się stało, może wypadek! I rzeczywiście, na przystanku przy Konduktorskiej stoi autobus, otoczony radiowozami policji, straży miejskiej i nadzoru ruchu. Pas ruchu ulicy Dolnej blokuje karetka.
Dookoła biegają ludzie, stoją gapie. „Mój Boże – myśli pan Adam – co się tam mogło stać? Autobus potrącił ludzi czekających na przystanku? A może jakiś wariat ranił pasażerów? Albo terroryści podłożyli ładunek?”. Zaraz po powrocie do domu pan Adam otworzy komputer, aby poszukać informacji na ten temat.

 

Dwie godziny wcześniej.

 

Korzystając z wolnego popołudnia, co akurat bezrobotnym i niemal bezdomnym zdarza się często, Zbyszek D.(l. 38, ale wygląda na 55) udaje się ze swoim znaleziskiem do kolegi, mieszkającego na Okęciu. Kolega chętnie odkupuje od Zbyszka takie różne drobne fanty, a zarobione w ten sposób pieniążki Zbyszek przeznacza na zakup trunków. Nie są to trunki najwyższych lotów, poza tanimi winami owocowymi Zbyszek często raczy się z kolegami denaturatem. Okazja trafia się i dziś. Panowie, dyskutując o okrucieństwach życia, spożywają denaturat z plastikowej butelki. Ponieważ stężenie alkoholu we krwi Zbyszka rzadko spada poniżej alarmujących wartości, nie potrzeba wielu łyków, aby Zbyszek miał dość. Póki widzi drogę do domu, postanawia wracać. Pod to, co może nazwać domem wiezie go autobus 141. Na pętli udaje mu się trafić w drzwi i lokuje się wygodnie na tylnych siedzeniach. Problemu z pasażerami i tłokiem nie ma. Pomimo sporej frekwencji pasażerów, miejsca w promieniu 3 metrów od Zbyszka pozostają wolne.

 

Zbyszek do swojego smrodu już się przyzwyczaił, inni nie muszą. Nasz bohater pił na dworze, a jest dziś chłodno. W autobusie jest za to dość ciepło. W takich warunkach alkohol zaczyna działać szybciej, przebudzają się również robaki na ciele Zbyszka. Mężczyzna zaczyna tracić panowanie nad swoim ciałem. Kiedy autobus skręca z ulicy Puławskiej w Dolną, Zbyszek z hukiem spada z foteli, a po osiągnięciu podłogi autobusu, postanawia wykorzystać pozycję horyzontalną i wygodnie rozkłada się przy IV drzwiach. Wkrótce zasypia zdrowym, alkoholowym snem. Kierowca nie widzi zajścia, stojący w przedniej części autobusu pasażerowie zasłaniają mu widok. Na przystanku o zdarzeniu jest informowany przez pasażerkę. No cóż, w tej sytuacji dalsza jazda jest niemożliwa. Zgodnie z procedurami kierowca informuje centralę, ta wzywa na miejsce straż miejską i instruktora.

 

Pierwszy na miejscu jest instruktor – był widać najbliżej. Faktycznie, autobus stoi, Zbyszek, wówczas jeszcze, jako NN pasażer leży. Widać, że się męczy, bo w rozprostowaniu nóg przeszkadza mu wiatrochron. Męczy się także dlatego, że rozluźnienie i cudowne ciepło autobusu spowodowało, że nie zdołał utrzymać moczu, który teraz wsiąka mu w bluzę. Po kilkunastu minutach przybywa straż miejska. Panowie przyjeżdżają Chevroletem, nie zabiorą zatem Zbyszka. Zresztą śpi tak mocno, nie daje się dobudzić, a na twarzy ma liczne otarcia, świadczące o zderzeniach z twardszymi przedmiotami. W tej sytuacji nie ma wyjścia – trzeba wezwać pogotowie ratunkowe. Po kilku minutach na miejscu pojawia się karetka specjalistyczna. Taka do ratowania życia ludzi potrzebujących. Taka, w której jeżdżą ratownicy medyczni i ciepły lekarz o dużym doświadczeniu. Ci ludzie, dzięki swoim umiejętnościom i praktyce, a także sprzętowi, którym dysponują uratowali wiele osób. Osób potrzebujących. Może nawet kogoś z Waszych bliskich? Na razie nikogo nie uratują, bo muszą zająć się nachlanym Zbyszkiem.

 

Zespół karetki specjalistycznej po kilkunastu minutach badania pacjenta stwierdza, że nie ma potrzeby hospitalizacji. Tym razem. Zbyszek jest już bowiem świetnie znany w okolicy. Dwa dni temu opuścił szpital, rzeczywiście widać, że pod spodniami ma szpitalną piżamę. Zbyszek wiele razy trafiał do szpitala. Owszem, nieraz potrzebował pomocy. No może i na własne życzenie, ale jednak. Za każdym razem miał wykonywane kompletne badania. Prześwietlenia, analizy, rezonanse – co akurat było potrzebne. I to jest także jeden z powodów, dlaczego inni muszą czekać na te badania miesiącami. No i Zbyszek ma wszystko za darmo, chociaż na NFZ jeszcze nigdy w życiu nie płacił.

 

Pomimo, że pacjent nie jedzie do szpitala, lekarz musi wypisać sporo papierów. W związku z tym panowie ze straży miejskiej wzywają na miejsce kolegów, dysponujących tzw. „przewozówką”, czyli busem przystosowanym do przewożenia do izby wytrzeźwień brudnych klientów. Jednocześnie – ponieważ Zbyszek nie ma przy sobie dokumentów – na miejsce wzywana jest policja, bowiem tylko ona może potwierdzić oficjalnie tożsamość Zbyszka. Oczywiście koledzy z przewozówki też go znają. Pojazdy służbowe stoją przed, za i koło autobusu. Zaangażowanych jest 4 strażników, 4 osoby z zespołu ratowniczego, 2 policjantów, instruktor i kierowca – razem 12 osób.

 

Kiedy wszyscy są na miejscu, na wysokości autobusu przejeżdża biała Skoda. Siedzi w niej właśnie Adam Z. i obserwuje przez chwilę całe zajście. Kiedy wróci do domu nie znajdzie żadnej informacji w mediach. Może to i lepiej, nie będzie się denerwował i zastanawiał na co idą pieniądze z podatków. Niech myśli, że faktycznie doszło do groźnego wypadku. Będzie spał spokojniej.

 

Sezon zimowy dopiero się zaczyna. Takie sytuacje są codziennością w mieście. Codziennie z autobusów wyjmujemy kilku „trolli”, „nurków”, „dzbanków”, „lumpów” itp. Nie dziwcie się zatem, że na karetkę się czeka. Jeżeli 90% wezwań jest nieuzasadnionych, nie może być inaczej. Nie dziwcie się, że w razie zagrożenia policja przyjedzie, jak będzie mogła. Nie denerwujcie się, że pojazdy parkują niewłaściwie, zastawiają zatoki – nikt do nich nie przyjedzie, nie odholuje. Pasażerowie, czekajcie na autobus cierpliwiej, któryś w końcu przyjedzie, Wasz może nie dojechał. Wszyscy zaangażowani są w pomoc Zbyszkom.

 

To nie wszystko. Dzisiejszy nocleg na Kolskiej też będzie za darmo. W końcu, co mogą z niego ściągnąć? Pół flaszki denaturatu i obszczane spodnie od piżamy? A ci pasażerowie, którzy musieli go wąchać? A tam, zanim złapali następny autobus odetchnęli na przystanku. To jest właśnie szara rzeczywistość?

Marek Brudnicki

źródło: „nr.waw.pl”

Codzienne widoki

Codzienne widoki

Codzienne widoki

Codzienne widoki

Codzienne widoki

Codzienne widoki

Codzienne widoki

Codzienne widoki

Codzienne widoki

Kierowca wzywa pomoc

Codzienne widoki

Interwencja Straży Miejskiej

Dołącz do nas na Facebooku



rss Redakcja-2 Wspolraca Prywatność Kooontakt
Copyright © 2012-2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Ta strona używa ciasteczek (cookies) Korzystanie z niej bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie. Więcej informacji w Polityce Prywatności