Nadzór Ruchu Warszawa – serwis informacyjny – Joanna Mendrala – nie czuję się bohaterką
samochod interwencyjny mza
nadzór ruchu warszawa

Nadzór Ruchu Warszawa – serwis informacyjny

nadzor ruchu nadzór ruchu warszawa nadzor ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa

Joanna Mendrala – nie czuję się bohaterką

Utworzone Styczeń 30th, 2015 przez piotr.piwowarski

Archiwum: Joanna Mendrala

 Archiwum: Joanna Mendrala

3 grudnia 2014 roku, linia 54

 

Pani Joanna Mendrala młoda, a zarazem bardzo odpowiedzialna kobieta, kierowca autobusu miejskiego w MPK Rzeszów, wykazała się opanowaniem i odwagą. W środowy poranek 3 grudnia 2014 r., na pętli autobusowej w Rogoźnicy, obsługując autobus linii 54 zauważyła jednego z pasażerów, który stracił przytomność i spadł z siedzenia. Reakcja pani Joanny była natychmiastowa, przystąpiła do ratowania młodego, 22-letniego pasażera. Wyłącznie dzięki jej reakcji, młody człowiek przeżył.

 

O zaistniałej sytuacji rozpisywały się media niemal w całej Polsce. Na naszą prośbę, skontaktowała się z naszą redakcją pani Joanna, która zgodziła się na rozmowę z nami.

 

Nadzór Ruchu: W MPK Rzeszów pracuje pani od kilku miesięcy, czy jest to pani pierwsza praca?

 

Joanna Mendrala: To moja pierwsza oficjalna praca, w czasie studiów, jak większość studentów, dorabiałam. Niestety po ich zakończeniu nie dostałam pracy w miejscach, w których składałam podanie o prace. Pewnego dnia, jadąc autobusem, zobaczyłam plakat, informujący o możliwości odbycia kursu na prawo jazdy kat. D. Ukończenie go pozwalało na podjęcie stażu, a potem być może dalszej pracy. Stwierdziłam, że po studiach jest jak jest i nie mam na co liczyć, jeśli chodzi o mój wyuczony zawód. Może tu się uda i udało się.

 

NR: Jest pani młodą, energiczną kobietą, co pokierowało panią, aby wykonywać właśnie ten trudny i często niebezpieczny zawód?

 

JM: tak jak już wspomniałam miałam problem ze znalezieniem pracy, choć szukanie jej rozpoczęłam już na ostatnim roku studiów magisterskich. Ponadto sytuacja finansowa w domu nie pozwalała mi na „ciągłe” szukanie pracy, więc pomyślałam, czemu by nie spróbować. Innym kobietom się udało, to dlaczego mi również nie miało by się udać? Oczywiście chwile zwątpienia były, zwłaszcza po pierwszych godzinach spędzonych w autobusie nauki jazdy.

 

Pierwszy mój wyjazd zakończył się – zaznaczam – „prawie zabraniem latarni ulicznej”. Stwierdzając, że się nie nadaję nie chciałam przyjść na drugą jazdę. Ale tu na szczęście, dzięki mojemu instruktorowi oraz narzeczonemu, którzy stwierdzili, że ja to bym chciała wszystko od razu robić idealnie, ale przecież nie zawsze się tak da, zdecydowałam się kontynuować naukę. W końcu nie od razu Kraków zbudowano.

 

NR: W autobusie komunikacji miejskiej często dochodzi do sytuacji nietypowych. Czy w Pani karierze kierowcy wydarzyło się jeszcze coś niezwykłego, co zapisało się w Pani pamięci?

 

JM: z wydarzeń, które zostaną w mojej pamięci jest na razie tylko jedno. Owszem zdarzają się różne sytuacje, jak np. śpiąca pasażerka, która po obudzeniu jej przeze mnie zrobiła mi awanturę, dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej, bo chciała wysiąść na wcześniejszym przystanku, a tak musi się teraz wracać.

 

Inny pasażer nakrzyczał na mnie, że stoję i nie jadę i pomimo moich tłumaczeń, że nie mogę odjechać wcześniej niż wynika to z rozkładu jazdy groził, że złoży na mnie skargę u kierownictwa. Takich i innych sytuacji jest dużo, ale te raczej nie zapisują się tak w pamięci (choć są przykre i niemiłe), jak ta, która mnie spotkała 3 grudnia.

 

NR: Tego dnia znalazła się Pani w bardzo trudnej sytuacji, która przerosłaby większość Pani kolegów z o wiele większym stażem pracy. Na nagraniu widać jednak, że zachowuje Pani zimną krew, podejmując decyzje bez wahania. Czy przechodziła Pani specjalne kursy pierwszej pomocy, czy te godziny ujęte w programie dla kursu na prawo jazdy i kwalifikacje zawodowe były wystarczające?

 

JM: z dzisiejszej perspektywy prawie dwóch miesięcy sama się zastanawiam, jak to się stało, że mnie strach nie sparaliżował. Chyba właśnie dlatego, że przeszłam to szkolenie. Gdyby nie ten fakt pewnie stałabym tam i nie tyle nie chciała, co nie umiała nic zrobić. Nie mogę powiedzieć, że nie czułam wówczas strachu i paniki. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale największy strach przyszedł później, już podczas wykonywanej resuscytacji: czy to, co robię to właśnie to, czego ten chłopak teraz potrzebuje, czy nie robię mu krzywdy.

 

Czy kursy były wystarczające, tego nie umiem powiedzieć. Owszem było to 60 h szkolenia, ale w takiej sytuacji może być to nawet 100 h. Wtedy, kiedy reanimowałam tego mężczyznę, wszystko się przypominało, jakby te 60 godzin kursu w jednej chwili przeleciało mi przez głowę, łącznie ze słowami mojej instruktorki Ani: „nie będziecie początkowo nic pamiętać, będziecie się bać, ale potem przyjdzie działanie, nie takie idealne jak Was uczę, ale będziecie potrafili więcej, jeśli tylko będziecie chcieć”.

 

NR: Czy uważa Pani, że każdy kierowca autobusu, w szczególności komunikacji miejskiej, powinien przejść dodatkowe szkolenie z rozpoznawania zagrożeń i udzielania pierwszej pomocy?

 

JM: dla mnie to jest oczywiste. I mówię to nie ze względu na to, co mnie spotkało. Już na zajęciach podczas zdobywania tej kategorii prawa jazdy miałam żal do niektórych moich kolegów, że nie chcą podejść i spróbować nawet na manekinie reanimacji. Sama powiedziałam wówczas, że jeśli coś się stanie to będziecie stać i patrzeć? A przede wszystkim podstawowa rzecz: dałabym wszystko żeby na mojej drodze pojawił się ktoś taki, kto się nie będzie bał jak tą osobą, potrzebującą pomocy, będę ja. To już powtarzałam na kursie. Tego mnie uczono. Zawsze stawiaj się na miejscu tej drugiej osoby. Mówiono również, że niczego nie zrobię tak idealnie, jak się uczę, ale żebym się nie bała robić tego najważniejszego, czyli uciśnięć.

 

NR: Czy fakt, że zna Pani zasady postępowania w przypadkach zagrożenia życia wpłynął znacząco na sposób działania i na Pani pewność siebie?

 

JM: z całą pewnością tak. Już w jednym z wywiadów, jakich udzieliłam zaznaczyłam, że znajomość zasad postępowania w takich przypadkach pozwoliła opanować strach, bo – nie ma się co oszukiwać – on był i zawsze będzie. Myślę, że tylko osoby na co dzień zajmujące się ratownictwem nie boją się. To, że wiedziałam co robić i jak robić nie pozwoliło mi stać sparaliżowanej ze strachu i tylko patrzeć.

 

NR: W licznych artykułach prasowych pojawiły się bulwersujące opinię publiczną informacje, że mimo wspaniałego działania, miała Pani zostać ukarana przez władze MPK. Ta kwestia interesuje przede wszystkim wielu kierowców, często odnoszących wrażenie, że za każdy objaw nietypowej inicjatywy, są karani. Czy jest to prawdą, czy też problem został rozdmuchany lub niewłaściwie zinterpretowany przez niektóre redakcje?

 

JM: niestety spotkała mnie przykra sytuacja. Po zabraniu przez karetkę pogotowania mężczyzny, zadzwonił do mnie dyspozytor MPK i zapytał czy jestem w stanie jechać swoim autobusem. Wiedząc, w jakim jestem stanie odpowiedziałam, że nie. Po kilku minutach przyjechał autobus rezerwowy, który już tego dnia jeździł moją zmianę do końca. Ponadto pogotowie techniczne MPK przyjechało żeby zabrać mój autobus, a ja z pracownikiem ZTM pojechałam do bazy mieszczącej się przy ul. Trembeckiego w Rzeszowie, w celu ustalenia, co dalej mam robić. Niestety jeszcze się za mną drzwi nie zamknęły, kiedy zastępca kierownika ds. przewozów podniósł głos i zaczął krzyczeć tu cytuję: „co to za cyrki Pani odstawia, co to za zachowanie”.

 

Usłyszałam, że nie jestem profesjonalna w tym co robię, że nie nadaje się na kierowcę, bo kierowca musi być na takie sytuacje przygotowany i nie może okazywać emocji. Ponadto wspomniał o fakcie, że musiał wysłać autobus zastępczy, pogotowie techniczne oraz nadzór ruchu i że swoim zachowaniem naraziłam się na koszty za kilometry tych służb. Wysłuchałam do końca reprymendy udzielonej mi przy świadkach (z których jeden został przez Pana z-ce kierownika wyrzucony, tylko za to, że zrobił mi herbaty na uspokojenie i po prostu chciał przytulić) i wyszłam. Po kilkunastu minutach spotkałam się z nim na korytarzu, po czym padły słowa czy chce jechać na linie czy iść do domu.

 

Oczywiście podjęłam decyzję, że wolałabym iść do domu, na co Pan z-ca kierownika przystał. Jednakże nie poinformował dyspozytora zmianowego o tym fakcie, a ten nie wiedząc o tym chciał mnie wysłać na linię (oczywiście nie ze swojej winy). Po ok. 20 minutach przyszła decyzja od szczebla wyższego, że mam się udać do domu. Jak zostało potem zaznaczone, gdybym nie poszła zgłosić się do dyspozytora w celu zakończenia karty drogowej mogłam zostać posądzona o samowolne opuszczenie miejsca pracy.

 

Należy tu jednak podkreślić, że ta sytuacja spotkała mnie ze strony tylko jednego przełożonego. Nie można mówić tutaj o całym przedsiębiorstwie, ze strony, którego zostałam wyróżniona za swoje zachowanie.

 

NR: Jak teraz, po upływie półtora miesiąca, ocenia Pani swoje postępowanie, czy dziś zachowała by się Pani inaczej?

 

JM: Zachowanie byłoby to samo. Na pewno pomocy bym udzieliła i na pewno, jeśli taka sytuacja mnie spotka ponownie (czego sobie i nikomu nie życzę) jej udzielę, tylko mam nadzieję, że to działanie będzie bardziej przemyślane i bardziej profesjonalne, gdyż zdaje sobie sprawę, że pomimo szkolenia pełnego profesjonalizmu tam brakło. Oglądałam nagranie całej sytuacji z monitoringu autobusu tylko dwa razy (więcej nie dałam rady, może kiedyś) i wiem, że profesjonalny ratownik pewnie by swoje 5 groszy dorzucił.

 

NR: Czy i jak świadomość uratowania życia innemu człowiekowi wpłynęła na Pani życie osobiste i zawodowe? Czy jest pani rozpoznawalna przez pasażerów?

 

JM: nie będę mówić, że w ogóle nie wpłynęła, bo bym skłamała. Nie czuje się też bohaterką. Po prostu jestem z siebie tak jakby dumna, że się odważyłam. Poza tym jestem dalej tą samą osobą z takimi samymi wadami i zaletami jak przed tym wydarzeniem. No może trochę więcej ludzi mnie po prostu poznaje na ulicy bądź w autobusie i się uśmiecha, okazuje wyrazy sympatii. Zauważyłam też większą życzliwość i wyrozumiałość pasażerów do mojej osoby.

 

Kilku pasażerów prosiło mnie nawet o autografy, ale trzymam się swoich zasad i niestety odmawiam. Miałam taką zabawną sytuację. Jeden z pasażerów podszedł w celu kupienia biletu. Podczas sprzedaży zapytał czy to ja jestem tą Panią, która ratowała tego pasażera. Gdy przytaknęłam usłyszałam tylko krzyk na cały autobus słów „to ona” i bicie brawa.

 

NR: Czy chciałaby Pani spotkać się z mężczyzną, który zawdzięcza Pani życie?

 

JM: nie muszę się z Nim spotykać. Dla mnie najcudowniejszym zwieńczeniem całego tego dramatycznego wydarzenia byłaby wiadomość, że wrócił do zdrowia. Niestety każde takie wydarzenie pozostawia ślady w psychice człowieka i ja również taki „ślad” mam. Ale jeśli tylko Bóg pozwoli mu do zdrowia wrócić, to ten ślad będzie piękny.

 

Ponadto nie wiem jak miałabym się zachować, nawet gdyby do takiego spotkania doszło. Owszem spotkało mnie wiele pozytywnych aspektów działania, które podjęłam, ale nie zapominajmy, że swoje też przeżyłam. To nie jest prosta sytuacja, nad którą przechodzi się ot tak do porządku dziennego. To się odbija zwłaszcza na psychice człowieka (może nie każdego, ale mojej tak). Dla mnie dużym wyzwaniem są teraz np. pierwsze kursy poranne i ostatnie, najczęściej późną porą nocną.

 

NR: Jak traktują Panią koledzy po fachu – czy są dumni, że to ich koleżanka zachowała się bohatersko, czy może wyczuwa Pani odrobinę zazdrości?

 

JM: na ten temat to chyba z kolegami trzeba by było porozmawiać. Choć muszę przyznać, że na pewno nabrali takiej pewności, co do mojej osoby i szacunku. Nie ma się co oszukiwać kobieta, podejmując pracę w raczej męskim zawodzie, musi sobie na niego zasłużyć. Myślę, że chyba zasłużyłam i nie mam tu na myśli tylko tego wydarzenia, ale w ogóle umiejętności prowadzenia autobusu. Co do zazdrości może i jakaś jest, ale nikt z moich kolegów i koleżanek nie dał mi tego odczuć. Raczej gratulują i są pełni podziwu – jak to niektórzy powiedzieli mi wprost.

 

Rozmawiali: Marek Brudnicki, Piotr Piwowarski.

źródło: „nr.waw.pl”

Dołącz do nas na Facebooku



rss Redakcja-2 Wspolraca Prywatność Kooontakt
Copyright © 2012-2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Ta strona używa ciasteczek (cookies) Korzystanie z niej bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie. Więcej informacji w Polityce Prywatności