Nadzór Ruchu Warszawa – serwis informacyjny – nasi za kierownicą
samochod interwencyjny mza
nadzór ruchu warszawa

Nadzór Ruchu Warszawa – serwis informacyjny

nadzor ruchu nadzór ruchu warszawa nadzor ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa nadzór ruchu warszawa

Kierowca MZA reanimował pieszego

Utworzone Październik 13th, 2015 przez piotr.piwowarski

Reanimacja_al_niepodleglosci_700x350

Wtorek, 13 października 2015, godz. 6:55. Mokotów. Na przejściu dla pieszych u zbiegu Al. Niepodległości i Malczewskiego zasłabł starszy mężczyzna. Nieprzytomnego zauważył jadący autobusem kierowca MZA linii 222, który natychmiast zainteresował się leżącym na pasach człowiekiem.

 

Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to jak najszybsza pomoc. Po zabezpieczeniu miejsca zdarzenia podbiegłem, aby sprawdzić, co się stało. Charakter wykonywanej przez nas pracy sprawia, iż często jesteśmy pierwsi na miejscu zdarzenia, a w obliczu takiej kolei losu nie możemy przejść obojętnie – zaznaczył w rozmowie z naszym serwisem Grzegorz Górski.

 

Kierowca z Woronicza szybko zorientował się, że poszkodowany nie przejawia żadnych czynności życiowych i wymaga natychmiastowej pomocy. Przystąpił, więc do reanimacji, a osoba towarzysząca, pomagająca kierowcy powiadomiła pogotowie ratunkowe.

 

Wiedziałem, że muszę zachować zimną krew. Podjąć się całej akcji wraz z powiadomieniem służb ratunkowych i udzieleniu pierwszej pomocy. W takiej sytuacji najważniejszy jest czas. W trakcie uciskania klatki piersiowej pan powoli zaczął okazywać funkcje życiowe, a ja w głębi duszy poczułem ulgę – przyznał kierowca z czteroletnim stażem pracy.

 

Akcja resuscytacyjna prowadzona była do czasu przyjazdu zespołu specjalistycznego pogotowia ratunkowego. Taka reakcja kierowcy nie jest przypadkiem, od wielu lat w MZA prowadzone są szkolenia polegające na przekazaniu wiedzy dotyczącej pierwszej pomocy.

 

W trakcie prowadzonej akcji kierowca wykazał się inicjatywą i profesjonalizmem godnym pochwały oraz naśladowania. Udowodnił, że życie ludzkie jest wartością bezcenną, a nawet niewielka pomoc może je uratować.

 

Kierowca w rozmowie z nami wykazał się skromnością stwierdził, że nic nadzwyczajnego nie uczynił i każdy by na jego miejscu zrobiłby to samo.

ip/Piotr Piwowarski

fot. Janusz Bubel

źródło: „nr.waw.pl”

Kierowca MZA Grzegorz Górski

Kierowca MZA Grzegorz Górski

Kierowca MZA Grzegorz Górski

Kierowca MZA Grzegorz Górski

Dołącz do nas na Facebooku


Jesteś przykładem dla młodych dyspozytorów

Utworzone Czerwiec 12th, 2015 przez Nadzor Ruchu Warszawa

Jest typowym przykładem ludzi, którzy w latach 70 i 80 ubiegłego wieku szukali swojego miejsca, w którym to, co robili dotychczas nie wystarczało lub po prostu nudziło. Zobaczył w autobusie ogłoszenie o szkoleniu kierowców i tak zaczęła się od maja 1976 przygoda z komunikacją miejską w Warszawie.

 

Władysław Rejson

Władysław Rejson

Kilka pokoleń kierowców zna i pamięta Władka Rejsona najstarszego obecnie stażem dyspozytora, który od 1977 roku pracuje w zajezdni Ostrobramska, na tak zwanym „okienku”.

 

Jak większość zaczynał, jako kierowca na „ogórkach”, a w stanie wojennym ze względów taktycznych, ówczesnych decydentów przeniesiony był na zajezdnię Woronicza. Z nostalgią wspomina czasy, kiedy dyspozytorzy znali wszystkich kierowców ich zmienników, numery taborowe autobusów, na których jeździli. Często znali ludzkie kłopoty i porażki wiedzieli, na kogo trzeba zwrócić uwagę, a na kogo można było o każdej porze liczyć.

 

Współcześnie w tę sferę skutecznie wchodzi technika, wyskakują numerki, numery, ale nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z kierowcą i co najważniejsze nie wszystkim natura dała łatwość takiego kontaktu.

 

Przytoczone słowa nie zastąpią prawie 40 lat życia, jakie Władek poświęcił dla komunikacji, bo w listopadzie tego roku będzie szedł na emeryturę. Co roku, ktoś odchodzi z firmy na emeryturę po wielu latach pracy, zmieniają się ludzie, zmieniają się czasy.

 

Wszędobylskie komputery, cyberprzestrzenie i takie współczesne wynalazki, a przecież powinno być miejsce dla człowieka takiego jak Władek lub jemu podobni, którzy przez wiele lat tworzyli historię MZK i MZA. Może i Wy znacie takich ludzi, których warto zapamiętać? Czekamy na zdjęcia i informacje.

 

Kierownictwo Oddziału gratuluje wytrwałości i zaangażowania za te wszystkie lata pracy na stanowisku dyspozytora, gdzie byłeś świadkiem wszystkich ewolucji technologicznych. Tworzyłeś historię Spółki i jesteś przykładem dla młodych dyspozytorów, aby w trakcie wieloletniej pracy nie zbłądzili i nie zapomnieli, że przed „okienkiem” stoi twój kolega z pracy – mówi Mariusz Krupa, kierownik oddziału R-3 Ostrobramska.

Janusz Bubel

źródło: „nr.waw.pl”

Na stanowisku

Na stanowisku

Dyspozytor podejmuje decyzje

Dyspozytor podejmuje decyzje

Wysłanie kierowcy na linię

Wysłanie kierowcy na linię

Dołącz do nas na Facebooku


Prawdziwa historia sprzed lat

Utworzone Marzec 20th, 2015 przez Nadzor Ruchu Warszawa

autobus_obraczka_sluchawki458

Gdy wszystko budzi się do życia

 

Była wiosna w pełnej krasie, a mnie przypomina się pewna historia, związana z tą porą roku i z wschodzącą modą na słuchanie muzyki z przenośnych odtwarzaczy. Wydarzyła się kilkanaście lat temu.

 

Jechaliśmy ulicą Płochocińską, pogoda była wspaniała, maj urzekał kolorami kwitnących drzew i zalotnym śpiewem ptaków, cała natura drżała w promieniach słońca. Obaj z kierowcą radiowozu byliśmy pod wrażeniem budzącej się do życia przyrody. Ten błogi stan zakłócił widok stojącego w zatoce przystankowej z włączonymi  światłami awaryjnymi autobusu. Z wnętrza pojazdu dochodziły odgłosy kłótni. Wszedłem do środka i zobaczyłem jak chłopak i dziewczyna stoją naprzeciwko siebie a ich zaognione oczy wskazywały na poważny konflikt. Pozostała część pasażerów podzieliła się według płci na dwa obozy, doradzając sposoby unicestwienia przeciwnika. Podniosłem głos tak, aby mnie wszyscy usłyszeli i poprosiłem chłopaka i dziewczynę o wyjście z autobusu, a kierowcę o dalszą jazdę. Autobus ruszył a skłóceni zostali na przystanku.

 

Co było powodem konfliktu? Chłopak słuchał muzyki mając na uszach słuchawki i tak zaangażował się w rytm, iż zaczął przytupywać nogą jednocześnie przydeptując stopę dziewczyny. Chcąc rozładować napięcie między nimi poprosiłem chłopaka o zaproszenie drugiej strony konfliktu do kawiarni i ustalenie formy i wysokości odszkodowania z tytułu zabrudzonego obuwia.

 

Pewnie ta historia uleciałaby z mojej pamięci, gdybym rok później nie był z tym samym kierowcą radiowozu pod Domami Centrum. Podeszli do nas chłopak z dziewczyną, a na ich palcach w promieniach wiosennego słońca błyskały obrączki. Poznaliśmy ich od razu, konflikt z przed roku zakończył się ślubem. Trochę było mi żal miłośnika muzyki, który poniósł nieproporcjonalną karę do popełnionego czynu, trudno – tak się kończą rozmowy, kiedy druga strona jest lepsza w mediacjach.

 

Historia z romantycznym zakończeniem, ja jednak zastanawiam się do tej pory czy stopa dziewczyny znalazła się przypadkowo w zasięgu stopy chłopaka? Mam spore wątpliwości, a jakie są wasze wnioski z tej historii? Dla dziewczyn mam radę, jeżeli zauważycie w autobusie (inne miejsce niż autobus nie gwarantuje sukcesu), godnego uwagi, przytupującego chłopaka, nie bądźcie przesądne! Bez znaczenia, którą stopę podsuniecie czy będzie to lewa, czy prawa, powodzenie akcji zależy wyłącznie od sposobu mediacji o odszkodowanie.

Janusz Bubel

źródło:  „nr.waw.pl”

Dołącz do nas na Facebooku


Przyjazny dla środowiska i ekonomiki eksploatacji

Utworzone Luty 6th, 2015 przez Nadzor Ruchu Warszawa

Gazowe Solbusy

 

Od kilku dni wśród pasażerów i nie tylko pasażerów krążą pogłoski, iż kierowcy MZA z zajezdni „Ostrobramska” jeżdżą na gazie. Postanowiłem tę sprawę wyjaśnić. Miejsce akcji – pętla autobusowa „Witolin” przy ulicy Łukowskiej; dzień – oczywiście, zgodnie z tradycją narodową, czyli szewski poniedziałek.

 

Godzina 10:50, na pętlę wjeżdża autobus linii 158 o numerze bocznym 7312, za kierownicą pan Darek.

 

– Czy to prawda, że jeździ pan na gazie? – pytam z zainteresowaniem.

 

– Tak i to od rana – odpowiada pan Darek.

 

– Przecież to się rzuca w oczy, nikt tego nie zauważył? – dociekam.

 

– Wszyscy wiedzą, pada odpowiedź, dyspozytor, pasażerowie, zmiennikowi również powiem, bo on po południu też będzie jeździł na gazie.

 

– Nie czuje pan wyrzutów sumienia, nie obiecuje pan poprawy?

 

– Nie! – pada zdecydowana odpowiedź.

 

Ja też lubię jeździć na gazie, oczywiście na tym ze zbiornika autobusowego, na podwójnym nigdy. To pierwszy dzień, w którym autobus Solbus o numerze bocznym 7312 wyjechał na miasto.

 

To bardzo nowoczesny pojazd, a jego system zasilania jest przyjazny dla środowiska i ekonomiki eksploatacji. Czy jest to przyszłość dla komunikacji, zobaczymy.

 

Skoro już został poruszony temat jazdy na podwójnym gazie, wypada wspomnieć, iż w MZA od wielu lat stosowany jest system wewnętrznej kontroli trzeźwości wszystkich pracujących w firmie, nie tylko kierowców.

 

Ze swojej oraz kolegów praktyki wiem, że informacje, które docierają do centrali ruchu MZA o nietrzeźwości kierowców od wielu lat w 100% nie potwierdzają się. I tak trzymać! JB

źródło: „nr.waw.pl”

Pierwszy dzień na trasie

Pierwszy dzień na trasie

Pierwszy dzień na trasie

Pierwszy dzień na trasie

Na gazie tak - pod gazem nigdy!

Na gazie tak – pod gazem nigdy!

Dołącz do nas na Facebooku


Wyniósł pasażera na zewnątrz i reanimował

Utworzone Styczeń 28th, 2015 przez Nadzor Ruchu Warszawa

Krzysztof_Swiderski_700x350

Krzysztof Świderski kierowca R-2 „Kleszczowa”

Popołudnie na linii 124

 

Kolejny tydzień i kolejny kierowca MZA, tym razem pan Krzysztof Świderski z „Kleszczowej”, staje przed jednym z ważniejszych i niewątpliwie najtrudniejszych wyzwań w swoim życiu.

 

Jest środa, 28 stycznia, godzina 17:13. Na przystanku przy ulicy Paluch, niedaleko schroniska dla zwierząt, do autobusu linii 124 wsiada starszy mężczyzna. Kierowca autobusu, pan Krzysztof dojeżdża właśnie do pętli. Zerka w lusterko i zauważa, że pasażer, który przed chwilą wsiadł do pojazdu siedzi na fotelu w nienaturalnej pozie. Jest to na tyle niepokojące, że kierowca zatrzymuje autobus i podchodzi do pasażera. Już widzi, że człowiek ten jest nieprzytomny. Dalej działa niemal instynktownie, jakby w tej sytuacji bywał już wielokrotnie. Pobieżne badanie potwierdza najgorsze – mężczyzna nie oddycha. Pan Krzysztof wynosi nieprzytomnego na zewnątrz, kładzie na ławce i rozpoczyna reanimację. Wydaje jeszcze polecenie któremuś z pasażerów, aby wezwał pogotowie ratunkowe.

 

Wykonywanie masażu serca to czynność bardzo wyczerpująca, nawet dla młodych, sprawnych ratowników. Do tego dochodzi ogromne obciążenie psychiczne, poczucie odpowiedzialności za cudze życie. Dopóki starczy sił adrenalina nie pozwala przerwać resuscytacji. Minuty mijają, Krzysztofa zaczyna boleć ręka, którą niedawno miał złamaną. Wie jednak ze szkoleń, że nie wolno przerwać uciskania klatki, gdyż przerwie tym samym wspomaganie pracy serca i płuc. Przypominają się spoty kampanii społecznych, że są tylko 4 minuty, że jeżeli mózg nie dostanie tlenu w tym czasie, zmiany będą nieodwracalne…

 

Wreszcie następuje uczucie ulgi, u reanimowanego pasażera wraca nieregularny, chrapliwy oddech. Podjeżdża pogotowie ratunkowe i teraz to ratownicy przejmują czynności reanimacyjne. Krzysztof to weteran komunikacyjny, w firmie pracuje 36 lat, często pracuje też na liniach nocnych. Pasażerowie nie raz dali mu porządnie popalić, mimo tego nigdy nie przyszło mu do głowy, aby zacząć traktować ich przedmiotowo, aby w sytuacji, kiedy jego pomoc jest nieodzowna, odmówić jej komukolwiek. Byłoby to nie ludzkie.

 

Wreszcie przychodzi rozprężenie, pasażer jedzie do szpitala, potem dowiadujemy się, że choruje na cukrzycę i właśnie przeszedł zawał. Nie wiadomo, w jakim stanie jest mężczyzna, ale mamy nadzieję, że szybko wróci do zdrowia.

 

A Krzysztof? Ma teraz czas na formalności – powiadamia centralę, sporządza wpis w karcie drogowej. A potem włącza się do ruchu zgodnie z rozkładem… W końcu od 36 lat jest kierowcą autobusu i teraz to już naprawdę widział chyba wszystko.

 

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, co do zasadności szkoleń z pierwszej pomocy? Dobrze, że jest ich coraz więcej i dobrze, że są prowadzone w taki sposób, że uczestnicy mają odwagę i wiedzę jak działać w tak trudnych sytuacjach. A jeżeli ktoś nie jest jeszcze przekonany czy sam dałby radę udzielić pomocy, niech zajrzy na naszą stronę w najbliższy piątek. Zapraszamy na szczery wywiad z panią Joasią z MPK Rzeszów, o której w grudniu pisały wszystkie gazety. Specjalnie dla nas opowiedziała o swoich odczuciach po uratowaniu życia młodemu człowiekowi.

 

Panu Krzysztofowi bardzo serdecznie gratulujemy i dziękujemy, z takimi ludźmi jak nasi ostatni bohaterowie wszyscy możemy czuć się bezpieczniej i ufać, że jeżeli my lub nasi bliscy znajdziemy się w potrzebie, nie zostaniemy pozostawieni sami sobie. Miejmy nadzieję, że Zarząd MZA również doceni – niby oczywiste, a jednak tak wyjątkowe – zachowanie swojego kierowcy!

Marek Brudnicki

źródło: „nr.waw.pl”

Dołącz do nas na Facebooku



rss Redakcja-2 Wspolraca Prywatność Kooontakt
Copyright © 2012-2017 Wszystkie prawa zastrzeżone

Ta strona używa ciasteczek (cookies) Korzystanie z niej bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie. Więcej informacji w Polityce Prywatności